Z ewolucyjnego punktu widzenia z mężczyznami sprawa jest dość oczywista, dlatego jeśli chodzi o orgazm, to kobiety są dla naukowców prawdziwym wyzwaniem. Co jakiś czas świat obiegają nowe rewelacje związane z doświadczaniem rozkoszy. Jeśli chodzi o ssaki, a wśród nich także naszych bezpośrednich przodków, wiemy, że raczej nie szczytują w taki sposób jak my. Pewne jest natomiast to, że w trakcie seksu, z którym zresztą sprzęgnięta jest u nich owulacja, wydziela się w ich mózgach hormon zbliżony do naszego.

Orgazm jest dobry dla naszego ciała. Oto 5 jego pozytywnych skutków >>>

Jeśli dociekaliście kiedyś źródła niektórych powiedzonek, np. tych dotyczących królików i ich rozmnażania, wystarczy nadmienić, że u samiczek łechtaczka jest organem wewnętrznym, a więc pobudzana jest przy każdym zbliżeniu.

Wracając jednak do ludzi, jedna z koncepcji dotyczących kobiecego orgazmu jest zakorzeniona w teorii ewolucji. Zgodnie z nią, rozkosz płynąca ze zbliżenia ma być zachętą do kolejnego. W praktyce - do spłodzenia kolejnego potomka. O ile w przypadku męskiego orgazmu, bylibyśmy w stanie uznać tę teorię za sensowną, o tyle w odniesieniu do kobiet zdaje się jednak trochę naciągana.

Zgodnie z inną, konkurencyjną, orgazm miałby zwiększać szansę zajścia w ciążę – skurcze macicy wedle tej teorii miałyby być pomocne w transporcie nasienia w odpowiednie miejsce, czyli w stronę szyjki.

Jak dla nas, przyjemność sama w sobie jest wystarczającym wytłumaczeniem.

Zobacz także: Naukowcy odkryli, ile seksu w tygodniu uprawiają szczęśliwe pary >>>