Jak się okazuje, sponsoring w oryginalnej wersji jest już przeżytkiem. Internet z jednej strony aż kipi od miejsc dedykowanych osobom poszukującym partnera na życie,  z drugiej zaś płatna miłość rozwija się w najlepsze, jedynie pod inną, słodszą nazwą.

Po licznych aferach z udziałem młodych dziewczyn w rolach głównych, które miały miejsce w Azji, reporterzy wzięli pod lupę zjawisko sugardatingu, czyli związków kobiet z dużo starszymi mecenasami także i u nas.

Co się okazało? Takie praktyki polegające na wiązaniu się z sugardaddy, który zapewnia wysoki standard życia - zakupy w luksusowych butikach, drogie restauracje i wakacje w najmodniejszych kurortach, to wcale nie domena przymierających głodem studentek, jak tłumaczono to zjawisko jeszcze przed paru laty. 

Co więcej, chętnych do tego, by zostać objętym podobnym patronatem nie brakuje też w Polsce. Reporterzy TVN dotarli do Oliwii Misiak, Polki, która rzuciła studia, by zająć się sugardatingiem na full time. Dziewczyna zdecydowała się wystąpić przed kamerami imiennie, pokazując twarz. W reportażu otwarcie mówi o swojej pracy podkreślając, że główną wartością, jaką oferuje starszym od siebie mężczyznom jest własne towarzystwo, a wynagrodzeniem nie są pieniądze, ale podróże i codzienne utrzymanie. Gdy jeden związek się kończy, dziewczyna płynnie wchodzi w kolejny, na koszt nowego sponsora. Zapewnia, że seks wchodzi w grę tylko wtedy, gdy pojawi się uczucie.

Na rolę sugar babies decyduje się coraz więcej młodych kobiet, które wcale nie kryją się z wyborem takiego stylu życia. Przeszkodą nie jest ani chłopak, z którymi wiele z nich równolegle pozostaje w relacji, ani żona potencjalnego starszego mentora.

W zależności od potrzeb finansowych dziewczyny decydują się na relację opartą na świadczeniu usług stricte towarzyskich, czyli bywaniu ze starszym partnerem i towarzyszeniu mu np. w trakcie służbowych podróży lub na jej poszerzoną wersję. Wiele z nich deklaruje, że seks jest opcją extra płatną, którą wybierają wyłącznie w momentach finansowej desperacji lub jak w przypadku wspomnianej polskie sugarbabe, gdy pojawi się między nimi a partnerem jakaś forma bliskości.

Szacuje się, że ilość podobnych związków idzie w tysiące, a trend sugardating staje się na tyle popularny i akceptowany przez samych zainteresowanych, że często staje się sposobem na życie przekazywanym z matki na córkę. Co ciekawe, w internecie bez trudu można znaleźć poradniki pozwalające jak najlepiej wywiązać się z roli sugarbabe (czyli przywiązać do siebie partnera), a nawet awansować na jego dziewczynę.

Oczywiście największy dochód z tego interesu przypada w udziale pośrednikom. Co jest gorsze – sama prostytucja, którą kobiety tłumaczą wolnym wyborem, czy złudne poczucie własnej decyzyjności, będące w istocie pełnym ubezwłasnowolnieniem i uzależnieniem - pozostaje kwestią otwartą.

Jak myślicie – ten trend będzie dalej się rozwijał? Czy to jest model relacji, który z czasem stanie się mainstreamowym?